Przekonania o związku ziemskich zjawisk z kosmicznymi przenikają całą historię ludzkości. Kult gwiazd w głębokiej starożytności, mity lunarne i solarne późniejszych czasów, helleńska nauka o „kosmosie”, idee buddyjskiego Wschodu o nieskończoności żywego świata w czasie i przestrzeni stopniowo prowadziły myśl ludzką do słynnych odkryć XVI—XVIII wieków.

Na przestrzeni wieków wysiłki astronomów i matematyków, filozofów i poetów łączyły się w jedno, ujawniając coraz bardziej harmonijny i majestatyczny obraz wszechświata. Przed człowiekiem nowożytnym, zaznajomionym z teoriami Kopernika i Keplera, utopiami Swifta i Cyrano de Bergeraca, traktatami społecznymi Fourier i poematami Miltona, otworzył się świat wielu światów — wszechświat. Ale co je łączyło? I jaki był związek samego człowieka z ziemską materią i kosmosem? Książka Fontenelle’a „Rozważania o mnogości światów”, która ukazała się pod koniec XVII wieku, stała się podstawową lekturą dla myślicieli kilku pokoleń. Nie tylko Kant czy Laplace, Arrhenius czy Flammarion, ale i Wells, Nikołaj Fiodorow, Briusow, każdy na swój sposób próbowali ustalić kosmiczną wzajemność zjawisk życia.
Koncepty przyrodniczo-filozoficzne nie mogły być solidnym i trwałym oparciem, potrzebowały teoretycznego przemyślenia i praktycznego potwierdzenia. W pracach Newtona wszechświat po raz pierwszy pojawił się jako spójny mechanizm kosmiczny, którego wszystkie części są związane prawem powszechnego ciążenia. Na początku XIX wieku Schelling, opierając się na ostatnich osiągnięciach ówczesnej myśli naukowo-filozoficznej, sformułował twierdzenie o wszechjedności natury. Następnie Hegel wprowadził w ruch to gigantyczne królestwo „absolutnej idei”, rozpatrując wszystkie zjawiska życia dialektycznie, to znaczy z punktu widzenia ich własnych związków. Jednak tylko nieliczni byli w stanie uczynić kolejny krok i uznać jedność świata w jego materialności.
Obecnie moglibyśmy umieścić ten klasyczny marksistowski aforyzm jako motto do szeregu wybitnych odkryć naukowych XX wieku.
Od starożytności do średniowiecza schemat całego wszechświata można było łatwo przedstawić w graficznym rysunku piórem na marginesach rękopisu. W XVI—XIX wiekach obraz wszechświata się skomplikował, nabrał, mówiąc obrazowo, koloru, objętości i surowej kompozycji barokowo-klasycznej malarstwa. W dwudziestym stuleciu Einstein, Schrödinger, Heisenberg i cała plejada innych wybitnych naukowców wprowadzili do tego obrazu zupełnie nowe elementy: dynamiczne malarstwo, oparte na efektach Hubble’a, wszechświatową skalę i skomplikowaną, rozwijającą się w czasie harmonię trójwymiarowych światów Friedmana, poruszających się w czterowymiarowych przestrzeniach z prędkością światła...
Jednak nauki nie można nazwać wszechmogącą: i wcześniej, i teraz naukowiec często podąża w nieznane obszary wiedzy za filozofem, pisarzem, artystą. Oto twierdzenie współczesnego radzieckiego biochemika K. P. Florenskiego: „Jedna i ta sama rzeczywistość, zbliżając się do prawdy naukowej, może w świadomości pokoleń przybierać formę poetyckiego obrazu, religijnego mitu lub przyrodniczo-filozoficznej abstrakcji w zależności od stopnia rozwoju społeczeństwa”.
Młoda moskiewska artystka N. Jakimowa z wykształcenia jest naukowcem-astronomem. Dla niej zwrócenie się do języka sztuki jest kontynuacją tego „myślowego eksperymentu”, który jest zwyczajowy w pracy teoretycznej. Jej rysunki są pozbawione zwykłej fabuły naukowo-fantastycznej. Nie zawsze są to także „malarstwo hipotezy”. Ich istota leży w refleksji nad światem za pomocą linii i koloru. To szczególny rodzaj twórczości, naukowo-artystycznej refleksji nie nad „czystą kartką” papieru lub płótnem, ale nad kawałkiem „żywej materii”, w tym przypadku — drewna. Artystka pozwala nam poczuć, że martwota materiału jest tylko pozorna i jest w stanie „obudzić” uśpione, ukryte życie materii, dostrzec jej zarysy umykające bezpośredniemu spojrzeniu. Rysunek staje się polem zbiegania się i wzajemnego odbijania znikająco ogromnych i niewidocznie małych światów. Oko człowieka — ten kontemplacyjny mózg — widzi jak pod gigantycznym powiększeniem jednocześnie teleskopu i mikroskopu, jak wewnątrz „ożywionej materii” migoczą gwiazdy — cefeidy, rozbłyskują pulsary, świeci światło i zieje ciemność.
„Życie — to zjawisko wszechświatowe, jest wynikiem interakcji makro- i mikrokosmosu” — tak można by przetłumaczyć z języka sztuki zaproponowane przez artystkę uogólnienie teorii wybitnego radzieckiego uczonego, założyciela biogeochemii W. I. Wernadskiego. „Żywa materia”, która jest nośnikiem najwyższych form rozumnego życia, — to skondensowana energia kosmiczna, wypełnia całą wszechświat. Tylko martwe jest rozdzielone, wszystko żywe jest połączone, dlatego artystka ostrożnie nakłada znaleziony przez siebie „szablon” mikrokosmosu na kontury światów galaktycznych, precyzując ich zarysy. I tu w końcu następuje odkrycie ukrytego sensu wybranego przez nią „przedmiotu”. Ten sens staje się jawny, staje się zjawiskiem sztuki. Obraz wychodzi poza konkretne ramy czasu i przestrzeni i okazuje się odpowiedni do światów wszystkich wymiarów.
Życie nie może istnieć poza estetyczną harmonią wszystkich swoich form. I zaczynamy rozumieć, że poszukiwana jedność wszechświata nie może nie objawić się w jedności żywego piękna wszechświata, w jedności całej ożywionej „żywej materii” świata Człowieka i Rozumu.

WALERIJ KLONOW